środa, 25 lutego 2015

Dom jako forma otwarta

          Sama nie wiem, w którym momencie zaczęłam interesować się architekturą. Od zawsze inspirowała mnie sztuka: przeróżne odmiany malarstwa, instalacji znajdujących się w przestrzeni publicznej.Później street art.Proste ironiczne wrzuty na murach, przemyślane murale przypominające elementy ornamentyki lub te istotniejsze- zabierające głos w ważnych dyskusjach społecznych. Jakiś czas temu zaczęłam dostrzegać kształty: secesyjnych kamienic, modernistycznych mieszkań,socrealistycznych blokowisk. Wydaję mi się, że artyści z pogranicza różnych sztuk, inżynierowie, budowniczy, a przede wszystkim mieszkańcy danego obszaru, powinni brać czynny udział w dyskusji nad przestrzenią publiczną. Nie jest to jedynie mój pogląd. Powstają ciekawe inicjatywy m.in. Laboratorium Miasta we Wrocławiu, stawiające na świadomą współpracę osób zamieszkujących daną dzielnice. Poprzez wspólne działania można stworzyć niepowtarzalną przestrzeń- spełniającą jednocześnie założenia funkcjonalne, jak i estetyczne.

          Ale zaczynać należy zawsze od elementów elementarnych. W przypadku architektury, taką najmniejszą komórką jest dom. To w nim mamy czuć się swobodnie oraz bezpiecznie. Przyjemne zapachy, dobrze znane od lat przedmioty mają stworzyć przytulne gniazdko, wite przez właściciela z przeróżnych elementów w zależności od jego potrzeb oraz upodobań. Z podobnego założenia wyszedł w latach 1960 Oscar Hansen. Zestawiając przykłady wielorodzinnego budownictwa mieszkalnego z grafiką Młodożeńca– przedstawiającego ptaki wijące gniazda na nieregularnie rozmieszczonych grzędach w zależności od ich gatunków, budowy ciała– próbował uwypuklić indywidualne spojrzenie na przyszłego użytkownika mieszkania. Jednak, uwzględnianie poszczególnej jednostki w ramach blokowej zbiorowości okazało się  niewykonalnej, w czasach, gdy zamiast na jakość wykonania stawiano na zaspokajanie głodu mieszkaniowego. Bloki na osiedlach Rakowiec w Warszawie oraz Juliusza Słowackiego w Lublinie okazały się porażką. Niewykorzystane idee zyskały pełne odzwierciedlenie dopiero w prywatnym projekcie architekta. Dom w Szuminie nad Bugiem dawał swobodę projektowania oraz pozwalał testować w praktyce założenia Otwartej Formy, które brzmiały następująco:

Przestrzeń mieszkalna ma być elastyczną strefą obsługującą rozwój człowieka jako strefy obsługiwanej, a nie odwrotnie– niezmiennym przedmiotem: podłoga ma służyć przede wszystkim chodzeniu, a nie przeglądaniu się w niej, ściany nie powinny być nienaruszalne, a być materią umożliwiającą użytkowi dowolne formowanie.

Co te słowa oznaczają w praktyce?

       















 Muszę przyznać, że początkowo oglądając zdjęcia przedstawiające dom Hansena, nie mogłam zrozumieć założeń jego budownictwa. W środku, jak i na zewnątrz panował chaos. Świat znajdujący się na poza murami wdzierał się w obszar budynku.Przedmioty codziennego użytku leżące na wyciągnięcie ręki użytkownika, przypominały porozrzucane w pośpiesznej krzątaninie. Dopiero przyglądając się z bliska misternemu tkaniu całości z niezwykłych elementów, jak panoramiczne okna na poddaszu położone na przeciwległych ścianach można zrozumieć zamysł tego projektu.

Siedzący przy nich człowiek mógł obserwować rysujący się w oddali horyzont, gdy wstawał widział ziemię i to, co dzieję się na drodze przed domem. Ten zabieg, wiążąc dom z krajobrazem, pozwalał jednocześnie użytkownikowi domu uświadomić sobie relację własnego ciała do ziemi.

          Ważnym dopełnieniem był ogród. Pokrywająca dach szara papa miała eksponować rosnące w ogrodzie rośliny. Znajdujące się w sadzie, pomalowane,drewniane panele, miały eksponować dojrzewające owoce. Wszystko zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach! Oprócz tego niezwykły drewniany gołębnik, przypominający konstrukcyjnie ten z 1977 roku, prezentowany na Biennale w Wenecji. Warto pamiętać, że projekt  współtworzyła żona architekta– Zofia Hansen.

Ten dom ciągle się tworzy– tłumaczył Hansen.- Jest polem do architektonicznych
eksperymentów, których nigdy nie było, gdyby nie otaczająca go przyroda. Otwiera się na świat i ludzi[...]Nie ma tu progów, nie ma granic, w okna zaglądają ptaki i sosny.

          Dom jest wpisany( jako pierwszy obiekt w Polsce!!)na listę Iconic Houses Network, najważniejszych domów stworzonych w XX wieku i jest udostępniony do zwiedzania podczas organizowanych wycieczek. Jego stanem zajmuje się Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

          To pierwsza książka  z serii mówi muzeum wydawnictwa Karakter,którą przeczytałam. Dopracowana pod względem merytorycznym oraz wizualnym całość nie budzi zastrzeżeń. Znajdujące się na końcu zdjęcia pozwalają na bieżąco konfrontować czytaną treść z autentycznymi realizacjami, co znacznie ułatwia odbiór. Całość zapisana została w dwóch językach: polskim i angielskim, co pozwoli dotrzeć do większej ilości zainteresowanych tematem. Zdecydowanie polecam i z miłą chęcią sięgnę po kolejne pozycje z tej serii.


Dom jako forma otwarta, Wydawnictwo Karakter,
Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Kraków– Warszawa 2014.

środa, 18 lutego 2015

Jesteś tym, gdzie bywasz


Jest to nieregularny cykl poświęcony inspirującym, ciekawym miejscom. Ze względu na to, że mieszkam we Wrocławiu, to jego teren będzie główną areną moich poszukiwań.
           




Hasła: jesteś tym, co jesz, jesteś tym, czego słuchasz, jesteś tym, co masz na sobie, pojawiają się w przeróżnych kombinacjach. Przeważanie dotyczą naszej cielesności. Zdarzają się również takie, odnoszące się do duchowości. Jakiś czas temu pojawiła się książka pani doktor Ewy Woydyłlo-Osiatyńskiej ( psycholożka i psychoterapeutka) pt. Dobra pamięć, zła pamięć, w której autorka stwierdza, że jakość życia zależy w dużej mierze od tego, co pamiętamy z naszej biografii. To prosta zasada, wypierania negatywnych wspomnień, na rzecz pozytywnych chwil, które pomogą nam przetrwać trudne momenty. Można się z tym zgadzać lub nie, ale zapominanie jest bardzo ważne,     w momencie leczenia ran. Pamięć może być przecież źródłem cierpień, może mieć toksyczną moc,   z którą trzeba umieć walczyć. Zapominanie w takim wypadku należy rozumieć, jako wybaczanie sobie i innym( Napiszę o tym, w której z kolejnych notek). Tak, więc jesteś tym, o czym pamiętasz. Każde hasło: jesteś tym, co.. łączy pewne uproszczenie, ale…
            taki szablon myślowy nie jest zupełnie bezsensowny. To, co jemy, wpływa na nasze zdrowie. Dzięki dobrze zbilansowanej diecie, czujemy się silni, zmotywowani do działań. Jedząc orzechy odżywiamy swój mózg, pijąc w okresie zimowym imbir uodparniamy swój organizm, konsumując kanapkę z awokado, zadbamy o zdrowy wzrok. Tak więc, wybierając odpowiednie produkty, jesteśmy w stanie wpłynąć na swoje samopoczucie, pozbyć się niechcianych chorób( odkąd               w okresie jesienno-zimowym piję napary z imbiru, cytryny oraz miodu mniej choruję).
            Tak, jak w przypadku jedzenia, ważny jest wybór miejsc, w których spędzamy swój wolny czas. W końcu jest się tym, gdzie się przebywa.

Większość doby każdego dorosłego człowieka zajmują obowiązki: pracujemy, studiujemy, zajmujemy się domem i oczywiście śpimy. Niektórzy mają ten komfort, że ich obowiązki są zarazem ich pasją. Zarabiają robiąc to, co lubią. Taka sytuacja jest pewnie podwójnie satysfakcjonująca, jednak nie każdy osiągnął ten etap . To nic złego, przecież poszukiwania swojej drogi, dążenie do osiągnięcia sukcesu na polu zawodowym  jest często długotrwałe, a bywa i tak, że osiągnięcie upragnionej pracy kończy się rozczarowaniem. Natomiast każdy z nas, niezależnie od swoich obowiązków, potrzebuje chwili odpoczynku. Takie zresetowanie umysłu jest konieczne. Dzięki temu, jesteśmy w stanie zmotywować się do dalszych działań i najzwyczajniej w świecie wyrzucić z siebie cały negatywny chłam, który się w nas nagromadził. Należy, jednak pamiętać, że nawet odpoczywając nie wyłączamy swojego mózgu. Nie przestajemy myśleć. Dlatego położenie się przed telewizorem i oglądanie do porzygu seriali, nie jest najlepszym wyborem. Każdy z nas ma taki, dzień, kiedy nie ma siły, chcę posiedzieć w piżamie przed komputerem, oglądać naiwne filmy            i zajadać się lodami. Nic się nie stanie, gdy od czasu do czasu ulegniemy takim potrzebom, ale zbyt częste marnowanie wolnego, sprawi, że poczujemy się rozczarowani. Jak do tego nie dopuścić?


·         Zdaj sobie sprawę, co sprawia Ci przyjemność

            Brzmi banalnie, ale większość z nas naprawdę nie wie, co pozwala nam się zrelaksować.     
W swoich decyzjach ulegamy sugestią innych osób, chwilowym modom i trendom. Tylko tak się składa, że nie zawsze to, co jest korzystne dla naszej koleżanki, jest dobre również dla nas. To, że nasza znajoma poleca nam na zajęcia zumby, nie oznacza, że mamy kupić sobie nowy strój i ruszyć na podbój sali gimnastycznej. Przy doborze odpowiedniego miejsca, w którym będziemy spędzać wolny czas, potrzeba jest świadomość własnych potrzeb. Jeśli skonkretyzujemy nasze potrzeby będzie nam łatwiej odnaleźć odpowiednie miejsca. Przez bardzo długi etap relaksowałam się czytając książki. Pochłaniałam ogromne ilości przeróżnych pozycji wydawniczych. I pomimo tego, że nadal uwielbiam otulić się kocem, zaparzyć sobie herbatę i zatonąć w jakiejś opowieści, to zdałam sobie sprawę, że jestem nieszczęśliwa.  Niby robiłam to, co lubię najbardziej, jednak nie czułam satysfakcji. Dopiero jakiś czas później, uświadomiłam sobie, że potrzebuję kontaktu z ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Sama lektura była przyjemna, ale nie miałam osób, z którymi mogłabym podzielić się refleksjami. Postanowiłam, więc poszukać miejsc, w których poznałabym osoby, o podobnych gustach i potrzebach. Zapisałam się na wolontariat przy jednym z większych wydarzeń literackich. Pomoc przy organizacji okazała się strzałem w dziesiątkę. Poznałam wielu ciekawych moli książkowych, pisarzy oraz porozmawiałam z noblistą Hertą Muller, która okazała się przesympatyczną kobietą.  Po tych trzech dniach wiedziałam już, że spędzanie czasu w zaciszu własnego pokoju, nie jest dla mnie. Zaczęłam angażować się w różne inicjatywy poświęcone sztuce oraz literaturze. W moim przypadku, intensywne spędzanie wolnego czasu okazało się strzałem w dziesiątkę.

·         Znajdź miejsca, które pozwolą Ci się rozwijać

Interesujesz się literaturą, szyciem, aktywnym wypoczynkiem, zdrowym odżywaniem lub hodowlą roślin? Najważniejsze już za Tobą, gdyż teraz wystarczy znaleźć miejsca, które pozwolą Ci rozwinąć twoją pasję. Do tego przyda się przede wszystkim Internet. Poszukaj informacji o miejscach, w których odbywa się spotkania poświęcone tematowi, który Cię interesuje. Może się okazać, że w pobliżu twojego domu, znajduję się biblioteka, w której prowadzony jest cotygodniowy klub dyskusyjny. Pod twoim mieszkaniem może być kawiarnia, w której raz w miesiącu odbywają się spotkania z podróżnikami. Możliwości jest naprawdę wiele. Ja dodaję takie miejsca na Facebooku, śledzę ich fanpage lub proszę o wysyłanie na maila informacji, o zbliżających się wydarzeniach. Dzięki temu, moim jedynym problemem, z zaplanowaniem dnia wolnego, jest wybór odpowiedniego eventu :)

·         Bez skrępowania

Najtrudniejszy jest pierwszy krok. Pójść samemu, rozmawiać z zupełnie obcymi ludźmi, którzy jeszcze na dodatek się znają, brr…. No cóż, skoro interesujesz się danym tematem, posiadasz o nim jakaś wiedzę, tak samo jak osoby, które tam przyszły. Nie musisz się martwić o to, o czym tu porozmawiać. Nawet jeśli jesteś nieśmiała lub nie masz ochoty nawiązywać nowych znajomości, możesz poszerzyć swoją wiedzę np. słuchając ciekawego wykładu o zielarstwie, a po zakończeniu po prostu się zmyć.


Spróbuj się jednak otworzyć, wyjść ze strefy komfortu. Wtedy wolny czas będzie rozwijający i wątpię, żeby na twoich ustach zagościło ponownie stwierdzenie : ale się dziś nudzę.

Zdjęcia nie są mojego autorstwa.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Beatnicy na emeryturze

                    "Big Sur" Kerouaca jest mętną zabawą w oszukiwanie czytelnika. To nie jest wybitna literatura, ba powiedziałabym nawet, że trudno ją nazwać dobrą. Dlaczego, więc zawiedziona nie odłożyłam książki po przeczytaniu paru stron? Odpowiedź jest prosta i brzmi BOHEMA. Jej oddziaływanie -  niezależnie od tego, czy bierze się w niej czynny udział, a może stoi się tylko z boku podsłuchując( nawet tak niedoskonałych słów) - jest na tyle silne, że nie sposób go sobie odmówić. Przebywanie wśród różnego typu odszczepieńców, wariatów, ludzi ogarniętych szałem życia fascynuje, a czasami wręcz obezwładnia. 

                    Podróże "Króla beatników" dudniły jazzem. Psychodeliczne dźwięki wypełniające przedziały pociągów,melodie wylewające się z obskurnych knajp na ulice biednych, robotniczych dzielnic, tanie hoteliki, imprezy, butelki i krzyki za oknem tworzyły przestrzeń miejskich wędrówek Jacka. Pijacko- narkotyczne spotkania, balansowanie na krawędzi doprowadziły do tego, że w 1969 roku, w wieku zaledwie czterdziestu siedmiu lat, pisarz dostaje krwotoku w jamie brzusznej w skutek nadużywania alkoholu i umiera. Umacnia to jedynie legendę Kerouaca, ugruntowaną już za życia, dzięki książce " W drodze", czyniąc go idolem hipisów oraz wszystkich tych, którzy próbowali bezkompromisowo oraz swobodnie funkcjonować w bardzo purytańskim społeczeństwie amerykańskim.
                    Jedna z jego ostatnich powieść pt." Big sur"pomimo tego, że osadzona w tym samym świecie co poprzednie dzieła wyraźnie się od nich odcina. Wiele w niej cierpienia i autentycznej rozpaczy.
                     (...) w końcu zdałem sobie sprawę, że zostałem otoczony przez przerażające siły i że jak nie ucieknę z powrotem w samotność, to umrę
                
                    Po raz kolejny, pisarz ( Jack Duluoz- autor w przedmowie sam podkreśla, że to on kryje się pod tym pseudonimem) pragnie wyruszyć w drodze.Tym razem nie będzie to jednak beztroska włóczęga, lecz ucieczka przed: zgiełkiem San Francisco, samym sobą oraz obłędem. Idealnym miejscem mogącym przywrócić równowagę psychiczną Jackowi wydaję się Big Sur. Znajdujący się w lesie domek,  powinien pozwolić mu zaszyć się z dala od wszystkich. Nie niepokojony przez nikogo Duluoz  powinien odzyskać wewnętrzny sposób, wykonując najdrobniejsze czynności, takie jak wyciąganie wody ze studni, rąbanie drewna, spanie, pisanie oraz odbywanie pieszych wycieczek. Od razu po przyjeździe okazuję się, że natura nie przynosi ulgi. Jej złowrogi, przerażający  wymiar widoczny jest najlepiej w fragmencie, w których bohater próbuję dostać się stromym nadmorskim urwiskiem do domku, nie widząc niczego poza ciemną ziemią pod nogami. W koło słychać niepokojący ryk fal, co potęguję dezorientacje bohatera.

Zaprawdę powiadam wam, oto morze podnosi się, rozlewa i napełnia człowieka śmiertelnym przerażeniem, ale czym jest śmierć pośród takiej masy wody i skał.

                    W książce tej pełno takich pseudofilozoficznych stwierdzeń, utartych frazesów lub co gorsze szukania niepotrzebnych  konotacji z dziełami wybitnymi, jak choćby z " W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta. Ta nieudolna narracja wpisana jest w autentyczną tożsamość podmiotu.     W monologizowanej opowieści łatwo wyczuć lata nadużywania dragów i alkoholu, jednak oprócz paru całkowicie nieczytelnych odlotów, balansujących na pograniczu Ezo tv, znajduję się tu wiele ciekawych  spostrzeżeń. Jednym z nich jest moment, w którym po ataku  paniki Jack próbuje wydostać się z głuszy do miasta. 

Podróżuję stopem pierwszy raz od lat i wkrótce zaczynam rozumieć, że w Ameryce coś się zmieniło i że nie można już liczyć na podwiezienie w kraju --Obok mnie gładko suną lśniące, długie samochody kombi we wszystkich kolorach tęczy, i pastelowych, różowe, niebieskie, białe, za kierownicą mąż w ulubionej przez urlopowiczów kretyńskiej bejsbolowej czapeczce z długim daszkiem, w której wygląda jak tępak i idiota -- Obok niego żona, szefowa Ameryki, w ciemnych okularach, szyderczo uśmiechnięta, i nawet gdyby facet chciał podwieźć mnie albo kogoś innego, nie pozwoliłaby mu na to-- Ale na przepastnej kanapie siedzą dzieci, dzieci, miliony dzieci w różnym wieku, biją się o lody i wrzeszczą, zalewając wanilią kraciaste pokrowce samochodowych foteli-- Dla autostopowiczów nie ma już miejsca chociaż można by pozwolić biednemu sukinsynowi jechać jako pokornemu strzelcowi albo milczącemu mordercy, z tyłu, w bagażniku kombi, ale nie w tym niestety! bo w tym leży dziesięć tysięcy wieszaków z wyczyszczonymi chemicznie, idealnie wyprasowanymi garniturami oraz sukienkami we wszystkich możliwych rozmiarach dla całej rodziny, żeby sprawiali wrażenie milionerów za każdym razem, kiedy zatrzymają się w przydrożnej knajpie na jajka na bekonie -- Za każdym razem kiedy spodnie starego zaczynają się trochę zagniatać z przodu, musi ściągnąć świeża parę z wieszaka w bagażniku i jedzie tak dalej, ponuro, chociaż może w głębi duszy wolałby w tym roku podczas wakacji pojechać na ryby jak za dawnych lat sam albo z kumplami(...)

                    Kerouac zwraca uwagę na zmiany zachodzące w  mentalności społeczeństwa. Staje się ono hermetycznie zamknięte na odmienność. Zamiast wolności decyduje się na zaspokajanie materialnych potrzeb, nawet jeśli kosztem jest wybranie pozoru zamiast swobody. Krytycznie odnosi się również do pokolenia beatników, którzy mimo tego, że wszystko zrobili, wszystko widzieli, robili wszystko ze wszystkimi pełni są wewnętrznego smutku. 
                    "Król beatników" czuję się zmęczony całym tym entuzjazmem. Idealistyczny świat, pełen najróżniejszych przyjemności zaczyna go przytłaczać, a brak oparcia w czymkolwiek przerażać. Mimo ogromnego przygnębienia jest w stanie w prosty sposób mówić o ważnych z jego perspektywy zjawiskach. Potrafi opowiedzieć o upadku jego generacji.


Bywam poezją



Zostań nazwą ulicy/ znanym nazwiskiem zapisanym na tabliczce
Bez refleksji/ jeden z frazesów/ sławny, zdolny, ceniony [ zakreśl]
Nie próbuj być: 
zapomnianym, niepewnym siebie, nie znającym odpowiedzi [ skreśl]
Odejdź bez zbędnych pożegnań/ tam/
Twoje imię i nazwisko nie należało do ciebie nigdy/
Podpis/ flamastrem na murze/
Nie stanie się nic więcej. Już wszystko się stało.